Czy narody nadal mają sens?

Globalizacja zupełnie odmieniła społeczeństwa współczesnego świata. Czy  w czasach ciągłej wymiany informacji i kulturowych zwyczajów jest jeszcze miejsce dla narodów?

Globalizacja – od technologii do kultury

Poszczególne społeczności w ostatnich kilkudziesięciu latach stawały się coraz bardziej wzajemnie zależne. Ten proces został nazwany globalizacją. Wysokie tempo rozwoju technologicznego spowodowało wzrost znaczenia współpracy ekonomicznej, a za tym poszła wielka zmiana kulturowa. Przyniosła ona uniformizację stylów życia i symboli kulturowych, rozpoznawalnych pod niemal każdą szerokością geograficzną.

Dla krytyków tego zjawiska tożsamość grup kulturowych w procesie globalizacji uległa zatarciu. Zwolennicy widzą w tym jednak raczej zmianę tożsamości, która przestała odwoływać się do wartości rozpoznawalnych tylko wewnątrz mniejszych społeczności. W obu ujęciach panuje jednak zgoda, że ludzie dziś bardziej niż kiedykolwiek wcześniej znajdują się pod oddziaływaniem wartości wywodzących się z innych kultur.

Prywatyzacja naszego świata

Efektem tego procesu stało się przeniesienie ciężaru zarządzania życiem ludzi ze struktur państwowych na prywatne. To koncerny finansowe czy medialne zaczęły “meblować” systemy wartości jednostek, a wręcz całych społeczeństw. Jako że państwa powstały w celu politycznej organizacji życia narodów, konsekwencją ich utraty na znaczeniu stało się osłabienie tożsamości narodowej, która zaczęła ustępować swoistej tożsamości globalnej.

W ostatnich latach można jednak obserwować ujawniające się tendencje powrotu do idei narodowych, objawiające się często w postaci nacjonalizmu. Wobec szybkich przemian w zglobalizowanym świecie coraz trudniej się odnaleźć, zaś nacjonalizmy obiecują proste odpowiedzi na coraz bardziej skomplikowane pytania. Pojawia się więc pytanie: Co wygra? Nacjonalizm czy jego wygaszanie?

Jak nacjonalizm odpowiada na globalne wyzwania?

Kluczową kwestią jest tu pytanie czy nacjonalizm jest w stanie dać skuteczne odpowiedzi na pojawiające się wyzwania. Jak wskazuje Yuval Noah Harari w swoich “21 lekcjach na XXI wiek”, nacjonaliści nie mają realnych rozwiązań najbardziej palących problemów ludzkości, wynikających ze zmian klimatycznych, zagrożenia wojnami, rozwoju technologii czy podboju kosmosu. Ludzie zawsze tworzyli kolejne szczeble władzy po to, by ta realizowała ich potrzeby. Gdy potrzeby stały się większe od państw narodowych, nacjonalizm przestał być więc atrakcyjny jako ideologia dająca możliwość ich zaspokajania.

Dziś powrót nacjonalizmów na scenę polityczną może się kojarzyć z nieoczekiwaną wizytą gościa z przeszłości, który przez lata tkwił w hibernacji i nie poznaje świata zastanego po przebudzeniu. Nie znaczy to jednak, że nie jest w stanie uwodzić innych opowieściami o świecie, który pamięta i obietnicami jego powrotu. Ten spór nacjonalizmu z globalizmem to dziś w istocie pytanie o to, które podejście jest lepsze – wolność narodu czy jednostki?

Wolne jednostki w wolnych narodach

W obliczu przenoszenia politycznego procesu decyzyjnego na poziom ponadnarodowy, a także błyskawicznego wzrostu przepływu kapitału i wreszcie wartości kulturowych ponad granicami państw, narody wciąż tracą na znaczeniu. Jednocześnie ich członkowie z czasem coraz chętniej realizują swoje pasje, a także pracują w innych krajach, w pewnym sensie pomijając w swoim życiu przynależność narodową. Ludzie w ten sposób “głosują nogami”, widząc na co dzień większą wartość w realizacji wolności osobistej niż wolności narodu. Ale pytanie brzmi czy w kluczowej chwili, na przykład w przypadku realnego zagrożenia dla bytu swojego narodu i państwa ich wybór również byłby tak oczywisty?